W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji. Polityka prywatności

Wykorzystywane w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu internetowego.

Felietony

link
image

Nasze lokalne „Ucho Prezesa”. Czy tak ma wyglądać nowa Jasienica?

8 październik 2026

Kilka dni temu na Facebooku pojawił się profil o intrygującej nazwie: „Janusz Masny – twój wójt”. Stworzył go ktoś o sporym poczuciu humoru… a może po prostu o sporych ambicjach i równie dużej frustracji? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że autor wykazał się kreatywnością, łącząc imię Janusz — nawiązujące do wójta Janusza Pierzyny — z moim nazwiskiem. No cóż… fantazja to piękna rzecz. Szkoda tylko, że nie zawsze idzie w parze z klasą.

 

Sam profil określa się jako satyryczny i humorystyczny. I w pewnym sensie jestem w stanie to zrozumieć. Mam do siebie dystans, znam realia swojej pracy i nie jestem człowiekiem, który obraża się na każdą krytyczną uwagę. Krytyka jest częścią życia publicznego. Ba, bywa nawet potrzebna.

 

Jest jednak pewna zasadnicza różnica między satyrą a polityczną złośliwością przebraną za satyrę.

 

Kiedy za komentowanie rzeczywistości biorą się satyrycy czy kabareciarze, potrafią obnażać absurdy, punktować błędy i wywoływać śmiech bez rezygnowania z inteligencji, kultury i dobrego smaku. Właśnie na tym polega sztuka satyry. Trzeba mieć pomysł, warsztat i odrobinę klasy.

 

Znacznie łatwiej jest założyć fikcyjny profil, przykleić mu etykietę „humorystyczny” i uznać, że od tej chwili wszystko wolno. Zwłaszcza gdy celem staje się nie tyle rozbawienie ludzi, ile systematyczne ośmieszanie osób sprawujących władzę. A gdy do tego dochodzi nieustanna krytyka pozbawiona merytorycznych argumentów, wspierana przez lokalnych radykałów, politycznych krzykaczy i samozwańczych recenzentów każdej decyzji samorządu, trudno już mówić wyłącznie o niewinnej zabawie.

 

Bo satyra satyrą, ale polityczna kampania prowadzona pod jej przykrywką to już zupełnie inna historia.

 

Nie mam problemu z krytyką. Mam problem z sytuacją, w której zamiast rzeczowej dyskusji pojawiają się insynuacje, personalne wycieczki i próby ośmieszania ludzi, a wszystko to opakowane w wygodny papierek z napisem „to tylko żart”.

 

Bo przecież zawsze można powiedzieć: „Nie znasz się na humorze? To twój problem”.

 

Tyle że śmiech nie zwalnia z odpowiedzialności, a ironia nie zastępuje argumentów. Anonimowość nie dodaje odwagi, a szyderstwo nie jest programem dla gminy.

 

Co ciekawe, autorzy takich inicjatyw niekoniecznie zamierzają pozostać wyłącznie internetowymi komentatorami. Niektórzy mają ambicje, by w przyszłości ubiegać się o mandaty, obejmować funkcje publiczne i współdecydować o losach naszej gminy.

 

I tu pojawia się pytanie, które warto sobie zadać: czy mieszkańcy Jasienicy chcą, aby przyszłość ich gminy była budowana na argumentach, pomysłach i odpowiedzialności, czy na personalnych docinkach, internetowych prowokacjach i polityce uprawianej zza kurtyny?

 

Bo krytykować potrafi każdy. Znacznie trudniej zaproponować coś sensownego, wziąć za to odpowiedzialność i przekonać mieszkańców, że ma się pomysł na rozwój ich małej ojczyzny.

 

Łatwo jest zbudować fikcyjną postać. Trudniej zbudować zaufanie. Łatwo wyśmiać cudze decyzje. Trudniej podjąć własne i wziąć za nie odpowiedzialność.

 

A jeśli ktoś marzy o tym, by kiedyś zarządzać gminą, powinien pamiętać, że internetowy spektakl to jeszcze nie samorząd, popularność z docinków to nie mandat zaufania, a głośna krytyka nie jest dowodem na to, że ma się lepszy pomysł.

 

Czy tak ma wyglądać nowa Jasienica? Czy właśnie taki standard debaty publicznej chcemy sobie zafundować?

 

Czas pokaże. A mieszkańcy sami ocenią, kto ma do zaoferowania coś więcej niż tylko dobrze opakowaną złośliwość.

 

Bo ostatecznie nie chodzi o to, kto potrafi najgłośniej się śmiać. Chodzi o to, kto potrafi zrobić coś dobrego dla Jasienicy, kiedy skończą się żarty.